• Wpisów:952
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:280 dni temu
  • Licznik odwiedzin:142 586 / 1325 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
(...) "Żegnam Was".... ♥♥♥♥
 

 
To prawdopodobnie mój ostatni wpis tutaj.
Witajcie! Przepraszam osoby, które mnie tak dzielnie śledziły i na bieżąco wspierały, że się już nie odzywam i nie daję znaków życia, ale zakończyłam prowadzenie bloga.
Nie wiem też, czy nie usunę w najbliższym czasie bloga, po prostu za dużo tu bolesnych wspomnień, zdjęć, opisów.
Informuję tylko, że od kilku miesięcy (dokładnie od 23.08.17) nie jestem już wolontariuszką w schronisku, zarząd schroniska postanowił mnie usunąć po tym, jak 16.08 tego roku znowu
się poddałam i wylądowałam na kilka dni na OIOM-ie a lekarze musieli mnie ratować i walczyć o moje życie i zdrowie.
. Stwierdzili, że powinnam zająć się swoim zdrowiem a nie zwierzakami i pomocą i zabierając mi możliwość przyjeżdżania do schroniska, pomagania i spotykania się ze zwierzakami,
odebrali mi jedyny sens mojego życia.
Od tamtego czasu już nic nie jest takie jak dawniej.
Nic mnie nie cieszy, nie sprawia radości. Codziennie walczę z tym, żeby chcieć żyć dalej, ale niestety nie mam do tego jak na razie podstaw. Codziennie walczę z myślami, żeby po prostu
którejś nocy zasnąć i się nie obudzić. Szczególnie, że praktycznie ostatnio mało co brakło i zabiłoby mnie 130 psychotropowych - silnie nasennych tabletek. Gdyby nie to, że znalezli mnie w
domu nad ranem praktycznie nieprzytomną, nie byłoby mnie już tu. Marzę o śmierci w domu, w szkole na lekcjach, a nawet podczas spotkań z przyjaciółmi. Tylko zwierzaki pomagają mi choć
na chwilę o tym po prostu zapomnieć.

Moim jedynym marzeniem (oprócz wyzdrowienia) jest móc wrócić do schroniska i dalej pomagać tym, którzy sami sobie nie pomogą. Do schroniska, w którym po 16 latach tak na prawdę
po raz pierwszy zaczęło bić moje serce. Nie do innego. Niestety moje stosunki z osobą odpowiedzialną za tą decyzję, która mnie przez wiele lat na codzień wspierała bardzo się
pogorszyły i nie wierzę już,
że kiedyś się to zmieni. Osoba ta ma niestety błędne myślenie i uważa, że potrafię jedynie robić zle a potem tylko przepraszać, i że cały czas tłumaczę się chorobą, nie chce nawet
spróbować zrozumieć, że jest to spowodowane moją chorobą, a na dodatek
prawdopodobnie jest to powodem wieloletniego zarażenia toksoplazmozą (osoby chore na to paskudzstwo usilnie próboją popełnić samobójstwo [i w większości przypadków im się to udaje]
oraz nie kontrolują swoich emocji i zachowań i nie da się nad tym samemu zapanować, póki się tego nie wyleczy).
Podsumowując nie radzę sobie bez tego, co przez 4 lata (dokładnie bez jednego dnia) dawało mi siłę i energię do działania. Na moich rękach co jakiś czas pojawiają się nowe rany, do tego
często sięgam po alkoholowe napoje (myślę "i tak nie mam już nic do stracenia, trzeba żyć tak, jakby jutra miało nie być".
Praktycznie mało co wstaję w ogóle z łóżka, czy wychodzę z domu (oprócz do szkoły, w której mam coraz większe zaległości bo coraz częściej tam nie docieram),
2 miesiące nie jadłam (aż zemdlałam w szkole po jakichś dwóch tygodniach i trafiłam do szpitala, na szczęście tylko na kroplówki) no i znacznie schudłam.
Kilka dni temu adoptowałam 3 szczurzyce i mam nadzieję, że mając je i Tofika (pies) nie zakończę swojego życia pod wpływem impulsu.
Niestety nic nie jest pewne, nie potrzeba dużo, żeby choroba wygrała. Szczególnie kiedy znikła cała radość mojego życia a do tego lekarze odebrali mi szansę na dalsze życie.
Najbardziej boli jednak to, że zostałam praktycznie
usunięta z wolontariatu w momencie, kiedy walczyłam o życie na oddziale intensywnej opieki medycznej oraz że zostało to załatwione przez facebooka, a nie osobiście.
Niestety w tamtym momencie leki zatrzymały mój.... organizm i nie chodziłam (poruszałam się na wózku bo co wstałam z łóżka po prostu po sekundzie/dwóch mdlałam) i WTEDY,
WTEDY myślałam, że i tak bym już nie mogła jezdzic do schroniska bo jak na wózku i w sumie sama na ich prośbę odeszłam (ale gdybym nie napisała "ok, chcecie to odchodzę" to
zostałabym oficjalnie usunięta, bo po co im chora osoba w schronisku). Dlatego wtedy w szpitalu nie walczyłam. Zresztą jak miałam walczyć, jak leżałam
nieprzytomna i praktycznie tylko odzyskiwałam przytomność na parę sekund/minut i z powrotem wpadałam w sen. Pamiętam tylko tyle, że przez te kilka dni nad moim łóżkiem i w dzień i w
nocy czuwał szpitalny psycholog, który czekał, aż mój stan będzie na tyle stabilny, żeby ze mną porozmawiać. Ostatecznie mu się to nie udało, bo przez schronisko żałowałam, że mnie znalezli
i odratowali i do nikogo się nie odzywałam. Dlaczego to wszystko tutaj napisałam? Bo zawsze byłam szczera. Po drugie to mój ostatni wpis, i nikt z osób, które mnie osobiście nie znają,
i nie mają ze mną stałego kontaktu nie dowie się co dalej będzie się ze mną działo. Czy będę żyła jeszcze miesiąc, rok czy 50 lat. ZA TYDZIEŃ BLOG ZNIKA. Nie martwcie się o mnie. Co ma być to będzie. Widocznie nie było mi dane cieszyć się życiem i być szczęśliwą.
 

 
Tak się jakoś zdarzyło, że nie miałam okazji nic napisać. Miałam wiele pracy, miałam wiele obowiązków, także piszę dopiero dzisiaj.
Do bloga wrócę dopiero od września. A dziś wrzucę wpis o najważniejszym dla mnie stworzeniu na ziemi, Tofiku ♥ i słyszymy się pod koniec wakacji!
"16.07.2017 <3
To data, której nigdy nie zapomnę. Będzie w mojej pamięci na zawsze. To dzień (dokładnie godzina 200) w którym Tofik (Tof) został moim psem. To dzień, w którym już na zawsze (a przynajmniej na następne kilkanaście lat) zyskałam najlepszego przyjaciela, psa.
"...Najpierw wchodzi do Twojego domu. Zaczynacie się uczyć siebie. Krok po kroku, dzień po dniu. Nagle okazuje się, że to „coś" jest „kimś". Jest Twoim Psem. Kimś, z kim musisz się liczyć, kogo bierzesz pod uwagę w swoich planach. Członkiem rodziny. Razem przeżywacie życie, miłe i złe chwile. W lodówce masz tylko światło, ale puszka z karmą jest pełna. Zeszłoroczne, znoszone buty, ale Pies jest zaszczepiony i odrobaczony. Dajesz i dostajesz. Razem łatwiej."
Zyskałam mojego bohatera, przyjaciela, obrońcę i anioła stróża. To dzień, który zmienił moje dotychczasowe życie. To dzień oficjalnej adopcji Tofika. To dzień pełen radości, uśmiechu na twarzy i pozytywnego myślenia (choć od paru miesięcy takie mam i oby tak dalej!) To dzień, w którym moja mama pierwszy raz użyła słów "nasz nowy pies" <3 To dzień, w którym zostałam odpowiedzialna za czyjeś życie i zdrowie. To dzień, w którym mogłam już oficjalnie wsadzić dowód osobisty Tofa do dokumentów. To dzień, w którym poznałam dokładną historię Tofika. Psiak pierwszy raz trafił do schroniska w marcu 2013 roku jako półtora - roczny (1 strata domu) i niedługo po tym został adoptowany przez starszą kobietę, u której mieszkał 4 lata i trafił z powrotem za kraty schroniskowego boksu z powodu jej śmierci, tym razem 20.03.2017 (druga utrata domu i ukochanego człowieka).
To pies, któremu należał się dom, już taki na zawsze. I taki dostał. Oficjalnie jest już u mnie równiutkie 2 miesiące, ale w tym czasie mieszkał u mnie tymczasowo i szukał domu. Kiedy rodzice widzieli, jak działa na mnie jego obecność, decyzja w domu zapadła, Tofik zostaje na zawsze ze mną Do dziś był bezdomny.
To pies typowo kanapowy, ale za to prawdziwy obrońca. Jakieś 1,5 miesiąca wstecz obronił mnie i koleżankę przed niebezpiecznym mężczyzną i jego agresywnym, wielkim psem.
W ciągu miesiąca powstrzymał mnie trzy razy od popełnienia na prawdę wielkiej głupoty. Po zdarzeniach zostały blizny, które już zawsze będą mi przypominać o tym co się prawie stało. Tofik zatrzymał mnie przy życiu. Jego obecność przy mnie pomaga mi w walce z chorobą. Dodaje mi sił w codziennej walce. To pies, który doskonale wie, kiedy czego potrzebuję. To wspaniała istota, która poprawi mój humor w nawet najbardziej pochmurny dzień. To wspaniała, wierna psinka, którą mogę wszędzie ze sobą zabrać, wszędzie się potrafi godnie zachować. Do pracy, sklepu, autobusu, tramwaju, do przyjaciół i znajomych. Nawet na nocny wypad poza dom.
To psina, która pilnuje mnie zawsze o każdej porze. To psiak niezwykle pozytywny, o wielkich pięknych oczach i błyszczącej sierści, którą możnaby godzinami czesać. To obrońca naszego domu, wraz z Sabką i Daisy.
To mój pies. Moja miłość. Najsilniejsza i najtrwalsza przyjaźń na ziemi. To mój grzejniczek w nocy. To po prostu mój Toficzek.
Życzę Wam wszystkim szczęśliwych adopcji zwierzaków.
Tych wspaniałych chwil i dni. To najlepsza decyzja w moim życiu jaką podjęłam <3
Toficzku mama Cię bardzo kocha! Za niedługo obchodzimy Twoje 6 urodzinki <3 Muszę zacząć rozglądać się za prezentem
A na koniec piosenka ♥
" "
  • awatar Gość: Sliczne zdjecia psiakow.Disiaj zajrzalam na Twojego bloga.Cos dlugo nic nie piszesz bo az 97 dni ale jestes zajeta.Pozdrawiamy serdecznie i zyczymy wszystkiego dobrego.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jest cudnie
 

 
Kochani! Za kilka godzin wyjeżdżam do Chorwacji ♥
Oczywiście z psami
Spróbuję czasem wrzucić jakąś fotkę : )
Do usłyszenia
 

 
Nic nie piszę, bo ciągle nie ma mnie w domu, szczególnie dniami, ale nocami też
Jak się czuję? ♥ Wspaniale! Za tydzień jadę do Chorwacji z psiakami ♥ nie mogę się doczekać!!!!!! a do tego czasu jeszcze trochę poimprezuję
 

 
I ostatnie fotki na dziś
Jednak udało mi się dodać wszystkie prawie 70 i to w tak krótkim czasie
A, właśnie! Zamówiłam sobie 2 nowe, wspaniałe koszulki ♥ Jedna "Szczęście liczy się w psach" i "Mój najlepszy przyjaciel ma cztery łapy" ♥♥♥♥♥
iiiiiiiii.................... dowody psom!!! tak, dowody osobiste dla psów Wszystkie 3 będą ze mną już wszędzie, bo są w dokumentach
Szczególnie chodziło mi o Tofika, bo nie wszędzie mogę go zabrać, a przy nim jednak czuję się inaczej... Po prostu lepiej..
AAA i jeszcze naszyjniki ♥ 4, ale na zdjęciach 2, reszta potem Teraz muszę uciekać na spacer psiakami bo wołają ♥
 

 
SCHRONISKO
Mój album został z edytowany, dodałam swoje zdjęcie na okładkę ♥
i kilka nowych zdjęć
 

 
Spotkanie adoptowanych psiaków (moje : Sabka, Tof i Daisy, Oli : Ramzes i Mika) ♥♥♥♥♥
 

 
Opieka wakacyjna ♥
Oczywiście Tofik wszędzie ze mną Przy nim czuję się beeezpiecznie
 

 
Tofiś ♥ ostatnie fotki mojego super bohatera i anioła stróża..
 

 
Tofik (teraz Tof) ♥
 

 
Nic nie piszę, bo mój stan nie ulega zmianie.
Jest wspaniale ♥ cudownie ♥ zajebiście ♥
Tofik zostaje ze mną na zawsze!!!!!!!!
Do dziś w to nie dowierzam
Ostatnio byliśmy na wycieczce, pojechaliśmy do przyjaciółki, zobiłyśmy spotkanie adoptowanych psiaków ♥ Sabka, Daisy, Tof, Ramzes i Mika ♥♥♥♥♥
Trochę mam zaległości w zdjęciach.. w sumie muszę wrzucić 70 fotek ale to raczej nie dziś
 

 
Jednak nie muszę odchodzić ze schroniska. Zostaję w kraju z Tofikiem ♥ Już na zawsze
A miałam zniknąć na zawsze do Angli.
 

 
jezuuu, jak ja się wspaniale czuje ♥♥♥♥♥♥
mój nowy tatuaż z dziś!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
a jutro do szkoły ♥♥♥♥♥♥