• Wpisów:951
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:344 dni temu
  • Licznik odwiedzin:143 306 / 1389 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
(...) "Żegnam Was".... ♥♥♥♥
 

 
Tak się jakoś zdarzyło, że nie miałam okazji nic napisać. Miałam wiele pracy, miałam wiele obowiązków, także piszę dopiero dzisiaj.
Do bloga wrócę dopiero od września. A dziś wrzucę wpis o najważniejszym dla mnie stworzeniu na ziemi, Tofiku ♥ i słyszymy się pod koniec wakacji!
"16.07.2017 <3
To data, której nigdy nie zapomnę. Będzie w mojej pamięci na zawsze. To dzień (dokładnie godzina 200) w którym Tofik (Tof) został moim psem. To dzień, w którym już na zawsze (a przynajmniej na następne kilkanaście lat) zyskałam najlepszego przyjaciela, psa.
"...Najpierw wchodzi do Twojego domu. Zaczynacie się uczyć siebie. Krok po kroku, dzień po dniu. Nagle okazuje się, że to „coś" jest „kimś". Jest Twoim Psem. Kimś, z kim musisz się liczyć, kogo bierzesz pod uwagę w swoich planach. Członkiem rodziny. Razem przeżywacie życie, miłe i złe chwile. W lodówce masz tylko światło, ale puszka z karmą jest pełna. Zeszłoroczne, znoszone buty, ale Pies jest zaszczepiony i odrobaczony. Dajesz i dostajesz. Razem łatwiej."
Zyskałam mojego bohatera, przyjaciela, obrońcę i anioła stróża. To dzień, który zmienił moje dotychczasowe życie. To dzień oficjalnej adopcji Tofika. To dzień pełen radości, uśmiechu na twarzy i pozytywnego myślenia (choć od paru miesięcy takie mam i oby tak dalej!) To dzień, w którym moja mama pierwszy raz użyła słów "nasz nowy pies" <3 To dzień, w którym zostałam odpowiedzialna za czyjeś życie i zdrowie. To dzień, w którym mogłam już oficjalnie wsadzić dowód osobisty Tofa do dokumentów. To dzień, w którym poznałam dokładną historię Tofika. Psiak pierwszy raz trafił do schroniska w marcu 2013 roku jako półtora - roczny (1 strata domu) i niedługo po tym został adoptowany przez starszą kobietę, u której mieszkał 4 lata i trafił z powrotem za kraty schroniskowego boksu z powodu jej śmierci, tym razem 20.03.2017 (druga utrata domu i ukochanego człowieka).
To pies, któremu należał się dom, już taki na zawsze. I taki dostał. Oficjalnie jest już u mnie równiutkie 2 miesiące, ale w tym czasie mieszkał u mnie tymczasowo i szukał domu. Kiedy rodzice widzieli, jak działa na mnie jego obecność, decyzja w domu zapadła, Tofik zostaje na zawsze ze mną Do dziś był bezdomny.
To pies typowo kanapowy, ale za to prawdziwy obrońca. Jakieś 1,5 miesiąca wstecz obronił mnie i koleżankę przed niebezpiecznym mężczyzną i jego agresywnym, wielkim psem.
W ciągu miesiąca powstrzymał mnie trzy razy od popełnienia na prawdę wielkiej głupoty. Po zdarzeniach zostały blizny, które już zawsze będą mi przypominać o tym co się prawie stało. Tofik zatrzymał mnie przy życiu. Jego obecność przy mnie pomaga mi w walce z chorobą. Dodaje mi sił w codziennej walce. To pies, który doskonale wie, kiedy czego potrzebuję. To wspaniała istota, która poprawi mój humor w nawet najbardziej pochmurny dzień. To wspaniała, wierna psinka, którą mogę wszędzie ze sobą zabrać, wszędzie się potrafi godnie zachować. Do pracy, sklepu, autobusu, tramwaju, do przyjaciół i znajomych. Nawet na nocny wypad poza dom.
To psina, która pilnuje mnie zawsze o każdej porze. To psiak niezwykle pozytywny, o wielkich pięknych oczach i błyszczącej sierści, którą możnaby godzinami czesać. To obrońca naszego domu, wraz z Sabką i Daisy.
To mój pies. Moja miłość. Najsilniejsza i najtrwalsza przyjaźń na ziemi. To mój grzejniczek w nocy. To po prostu mój Toficzek.
Życzę Wam wszystkim szczęśliwych adopcji zwierzaków.
Tych wspaniałych chwil i dni. To najlepsza decyzja w moim życiu jaką podjęłam <3
Toficzku mama Cię bardzo kocha! Za niedługo obchodzimy Twoje 6 urodzinki <3 Muszę zacząć rozglądać się za prezentem
A na koniec piosenka ♥
" "
  • awatar Gość: Sliczne zdjecia psiakow.Disiaj zajrzalam na Twojego bloga.Cos dlugo nic nie piszesz bo az 97 dni ale jestes zajeta.Pozdrawiamy serdecznie i zyczymy wszystkiego dobrego.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jest cudnie
 

 
Kochani! Za kilka godzin wyjeżdżam do Chorwacji ♥
Oczywiście z psami
Spróbuję czasem wrzucić jakąś fotkę : )
Do usłyszenia
 

 
Nic nie piszę, bo ciągle nie ma mnie w domu, szczególnie dniami, ale nocami też
Jak się czuję? ♥ Wspaniale! Za tydzień jadę do Chorwacji z psiakami ♥ nie mogę się doczekać!!!!!! a do tego czasu jeszcze trochę poimprezuję
 

 
I ostatnie fotki na dziś
Jednak udało mi się dodać wszystkie prawie 70 i to w tak krótkim czasie
A, właśnie! Zamówiłam sobie 2 nowe, wspaniałe koszulki ♥ Jedna "Szczęście liczy się w psach" i "Mój najlepszy przyjaciel ma cztery łapy" ♥♥♥♥♥
iiiiiiiii.................... dowody psom!!! tak, dowody osobiste dla psów Wszystkie 3 będą ze mną już wszędzie, bo są w dokumentach
Szczególnie chodziło mi o Tofika, bo nie wszędzie mogę go zabrać, a przy nim jednak czuję się inaczej... Po prostu lepiej..
AAA i jeszcze naszyjniki ♥ 4, ale na zdjęciach 2, reszta potem Teraz muszę uciekać na spacer psiakami bo wołają ♥
 

 
SCHRONISKO
Mój album został z edytowany, dodałam swoje zdjęcie na okładkę ♥
i kilka nowych zdjęć
 

 
Spotkanie adoptowanych psiaków (moje : Sabka, Tof i Daisy, Oli : Ramzes i Mika) ♥♥♥♥♥
 

 
Opieka wakacyjna ♥
Oczywiście Tofik wszędzie ze mną Przy nim czuję się beeezpiecznie
 

 
Tofiś ♥ ostatnie fotki mojego super bohatera i anioła stróża..
 

 
Tofik (teraz Tof) ♥
 

 
Nic nie piszę, bo mój stan nie ulega zmianie.
Jest wspaniale ♥ cudownie ♥ zajebiście ♥
Tofik zostaje ze mną na zawsze!!!!!!!!
Do dziś w to nie dowierzam
Ostatnio byliśmy na wycieczce, pojechaliśmy do przyjaciółki, zobiłyśmy spotkanie adoptowanych psiaków ♥ Sabka, Daisy, Tof, Ramzes i Mika ♥♥♥♥♥
Trochę mam zaległości w zdjęciach.. w sumie muszę wrzucić 70 fotek ale to raczej nie dziś
 

 
Jednak nie muszę odchodzić ze schroniska. Zostaję w kraju z Tofikiem ♥ Już na zawsze
A miałam zniknąć na zawsze do Angli.
 

 
jezuuu, jak ja się wspaniale czuje ♥♥♥♥♥♥
mój nowy tatuaż z dziś!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
a jutro do szkoły ♥♥♥♥♥♥
 

 
Wszyyyyystkiego najlepszego mamo!!!!!!
Mamo, tak bardzo Cię kocham
i dziękuję Ci za wszystko.
Za Twój uśmiech, który ogrzewa
mnie w różnych chwilach życia,
dziękuję Ci za to, że jesteś,
a szczególnie dziękuję za zgodę
na ratowanie najbardziej potrzebujących istot,
oraz za to jak bardzo kochasz zwierzaki....
Jesteś wyjątkowa!
Bo która mama by pozwoliła na taki zwierzyniec w chałupie?
Czekamy na Ciebie z Tofikiem, Sabcią i Daisy
Wracaj szybko!
 

 
Policyjnie ♥♥♥♥♥ Bardzo tęsknię za szkołą
To już 13 miesięcy wakacji a jeszcze 3... ale od soboty zaczynam naukę na własną rękę angielski i niemiecki na początek
Najchętniej pojechałabym pogadać do nauczycieli i do Pani dyrektor, ale musiałabym opowiedzieć o ostatnim kryzysie, a nie chcę już do tego wracać... najważniejsze, że dzięki Tofikowi jestem! I tego się trzymam...
  • awatar Gość: Dzień dobry Pani Marto, znamy się tylko "smsowo", pisałyśmy przy okazji witrualnych adopcji Szarika, a teraz Dropka. "Wiekowo" mogłabym być Pani mamą, ale muszę to napisać. Jestem w połowie czytania Pani bloga i emocjonalnie mnie Pani "przeczołgała". Cały czas mam w głowie każdy wpis. Jest Pani tak wrażliwą, dojrzałą młodą Osobą... a czasami mam wrażenie, że czytam o sobie..myślałam o wolontariacie, ale na dzień dzisiejszy wiem, że moja wrażliwość chybaby mnie zabiła. Nawet trudno mi teraz napisać coś mądrego i sensownego. Życzę Pani pięknego życia, spełnienia marzeń i żeby wszystkie Zwierzątka te bezdomne, bezbronne i skrzywdzone przez człowieka (!!!) były w końcu SZCZĘŚLIWE. Pozdrawiam serdecznie razem z moją Gabulką z naszego sosnowieckiego bidula. PS ostatni wpis dla MAMY (i zdjęcie Piesełów) poruszające. Mama wychowała Panią na cudownego CZŁOWIEKA. Życzę szczęścia. Anna z Gabulką.
  • awatar Gość: Jesteś wspaniała, trzymaj się! <3 dasz radę :)
  • awatar Mi ki <3: Nie daj się! Powodzenia w nauczaniu języki są ważne;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Z dnia na dzień czuję się coraz bardziej świetnie
zasługa Tofika ♥
 

 
Moja nowa podopieczna ♥ sunia ♥
Bo Hacziko w niedzielę jedzie do domku

PILNIE POSZUKIWANY DOM!!!!
Jej historia jest o wiele smutniejsza niż innych psiaków już kolejny raz trafiła do schroniska, z nieswojej winy :' a jest taka fajna i kochana : ( Jakoś nie ma szczęścia do ludzi...
Sunia to duża przyjacielska suczka, która wiele przeszła w swym dotychczasowym życiu. Po raz pierwszy do schroniska trafiła z guzem martwiczym na pyszczku, który powstał na skutek silnego uderzenia.
Po 3 latach pobytu w schronisku została adoptowana. Myśleliśmy, że znalazła dom na zawsze. Niestety jej opiekunka z uwagi na wiek i stan zdrowia znalazła się w domu opieki, a Sunią nie miał się kto zająć.
Po 3 szczęśliwych latach znowu znalazła się w schronisku...
Sunia jest wesoła i przyjazna w stosunku do ludzi. Nie potrzebuje dużo ruchu - jej wiek sprawia, że wystarczają jej krótkie spokojne spacerki.
Zna komendy: "siad", "łapa", "zostaw". Ma zdecydowany lecz zrównoważony charakter. Sunia nadaje się zarówno do mieszkania (raczej z windą), jak i do domu z ogrodem.

Pilnie szukamy domku dla Suni.
Chcemy aby jesień jej życia wypełniona była miłością i czułością. Aby zamiast zimnej podłogi schroniskowego boksu, mogła poczuć ciepło domowego kocyka. Aby resztę swego życia mogła spędzić przy boku ukochanego człowieka.

Może to właśnie Ty nim jesteś?
Może to właśnie Ty sprawisz, że w jej smutnych oczach rozbłyśnie nadzieja? Nadzieja na lepsze jutro...

Sunia jest wysterylizowana, zaczipowana oraz posiada aktualne szczepienia.

Warunkiem adopcji jest zgoda na przeprowadzenie wizyty przed i po adopcyjnej oraz podpisanie umowy adopcyjnej.
 

 
czuję się wspaniale ♥ ♥ ♥
 

 

"Kiedy ktoś zapyta "Co Ci jest?"
"Czemu ciągle smutny chodzisz sam?"
Powiedz mu, że czekasz na ten gest,
który ciepło Ci da
Nie smuć się
Przyjaciół przecież masz
Nie musisz walczyć sam
Nadzieji gwiazda płonie znów
Nie smuć się
Posłuchaj bicia serc
Odszukaj życia sens
Życia sens
Jeśli ktoś odchodzi nie mów nic
Nie patrz rozpaczliwie za nim w ślad
Spróbuj od początku kochać, żyć
Nie, nie, nie, nie kończy się świat
Nie smuć się
Przyjaciół przecież masz
Nie musisz walczyć sam
Nadzieji gwiazda płonie znów
Nie smuć się
Posłuchaj bicia serc
Odszukaj życia sens
Życia sens
Słońca blaskiem rozgoń cienie chmur
Resztki łez osuszy uśmiech Twój
Życie znowu błyszczy talią barw
Każdego ranka pomyśl o tym
Nie smuć się
Przyjaciół przecież masz
Nie musisz walczyć sam
Nadzieji gwiazda płonie znów
Nie smuć się
Posłuchaj bicia serc
Odszukaj życia sens
Życia sens
Słońca blaskiem rozgoń cienie chmur
Resztki łez osuszy uśmiech Twój
Życie znowu błyszczy talią barw
Każdego ranka pomyśl o tym
Nie smuć się
Przyjaciół przecież masz
Nie musisz walczyć sam
Nadzieji gwiazda płonie znów
Nie smuć się
Posłuchaj bicia serc
Odszukaj życia sens
Życia sens
Nie smuć się
Przyjaciół przecież masz
Nie musisz walczyć sam
Nadzieji gwiazda płonie znów
Nie smuć się
Posłuchaj bicia serc
Odszukaj życia sens
Życia sens"
 

 
"U mnie wszystko, jak dawniej..."
 

 
Ze zdjęć to na dziś wszystko ♥
 

 
Witajcie! Opiszę minione dni w skrócie. Po prostu mi się nie chce rozpisywać.
Zacznę od tego, że mój nastrój już jest super
Miałam kilku dniowy spadek energii, występowały wtedy głupie myśli, ale na szczęście zawsze był przy mnie Tofik ♥ i przyjaciele i daliśmy radę razem W czasie spadku nastroju okaleczyłam się 2 razy i bardzo tego żałuję (na szczęście napis i smutna buźka już znikają)
Wczoraj (poniedziałek) : spędziłam w domu cały dzień, w łóżku z Tofikiem, wychodziłam tylko na spacery z psami, bo dochodziłam do siebie po poprzednim dniu
Przed wczoraj : do południa siedziałam w domu, wieczorem pojechałam z Tofikiem do koleżanki ze szpitala, zostałam na noc. Trochę wypiłyśmy, bo chciałam zapomnieć o schronisku i o smutkach. Nie jakoś specjalnie dużo. I tak w tym dniu nie brałam leków (wieczorem) bo ich zapomniałam z domu.
W sobotę : rano zgarnęła mnie z domu przyjaciółka (cudem namówiła mnie na schronisko) więc pojechałam z Tofciem (wszdzie ze mną jezdzi) do schroniska na 15 minut. Wyszłam z Haczikiem, po schronisku do studia tatuażu, umówić termin kolejnego, super (już 4) tatuażu... jakiego nie zdradzę, zobaczycie za 2 tygodnie no i po tym Kasia podwiozła nas do domu. Wieczorem pojechałam na urodziny przyjaciółki (rodzina adopcyjna mojej schroniskowej podopiecznej Sabci). Posiedziałyśmy, pogadałyśmy parę godzin, napiłyśmy się adwokatu. Mój prezent spodobał się Ani i jej mamie baaaardzo, mówiła, że nigdy nie dostała od nikogo tak wspaniałego prezentu. Pomogła mi zamówić kilka naszyjników z internetu, a wczoraj jeszcze bluzkę Już nie mogę się ich doczekać!
Na noc wróciliśmy do domu
W piątek tradycyjnie był psycholog Wtedy Tofik został pierwszy raz sam w domu na dłużej! NIc nie zrobił, czekał grzecznie z moimi suniami na mój powrót
Czwartek i środę piłam w domu desperadosy, gdyż nie potrafiłam dojść do siebie "przez" schronisko.
Wtorku już nie pamiętam W ogóle pamiętam z każdego dnia po 1 zdaniu...
Co jeszcze... dziś jadę do domu mojej ulubionej nauczycielki i jej wspaniałego, wielkiego psa Lulka ♥
W czwartek do przyjaciółki, w piątek psychoterapia, w sobotę schronisko, w niedzielę adopcja mojego Hacziko! ♥
Trafił do schroniska 28.05.2016 roku..... i... 28.05.2017 roku, po równym roku w schronisk jedzie do domu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ♥
nie mogę uwierzyć po adopcji jadę z Haczim do jego domu, pomóc mu się zaklimatyzować i porobić foteczki ♥♥♥♥♥
Będę musiała znależć sobie nowego podopieczngo... o ile będą chcieli mnie dalej s chronisku
Dziś dostanę oczekiwania schroniska wobec mnie.
Zobaczymy czy będę w stanie to zaakceptować
Bo nie będę się zmieniać ani przepraszać za to, jaka jestem, przede wszystkim chora
To tyle, miłego dzionka!!!!!!!!!!!!!!!!!!
 

 
Uwaga! Jeśli Ci na mnie na prawdę zależy, chcesz mnie bliżej poznać... proszę, przeczytaj wszystko. Można udostępniać, żeby uświadomić ludzi, którzy nawet nie mają pojęcia, że mogą kogoś krzywdzić przez brak wiedzy!
To cenna informacja dla wszystkich o osobach cierpiącej na zaburzenia osobowości! Niestety właśnie z tego powodu odeszłam, po 4 latach z czynnego wolontariatu. Zostałam tylko dla Haczika.. bo przecież przyjaciół się nie porzuca...
Może wśród Twoich znajomych ktoś jest chory, a tego nie wie? W takiej sytuacji poinformuj go delikatnie o tym.
Jeśli w kręgu Twoich bliskich lub znajomych jest osoba, która zachowuje się jak opisana poniżej, pamiętaj! Ona potrzebuje dużo wsparcia, nagradzania za to, co zrobi dobrze, a także pochwał i pozytywnych opinii na swój temat! No i przede wszystkim nie można jej negatywnie oceniać i obwiniać za swoje zachowanie. Jej zachowanie nie jest zależne od niej, nawet kiedy chce. Po chwili jednak szczerze żałuje, tego co się stało i przeprasza. Przede wszystkim nie bierz tego do siebie, pamiętaj, że ta druga osoba jest chora, nie robi tego, by cię zranić. Rozmowę z taką osobą zawsze przeprowadzaj w odpowiednim czasie i miejscu. Nie w stresie, nie w przelocie, nie kiedy emocje są wysokie.
Takie osoby najczęściej :
– grożą, że cię opuszczą, jeśli nie zrobisz tego, czego chcą;
– mówią ci, że będą zaniedbywać obowiązki, zrobią sobie krzywdę lub popadną w depresję, jeśli nie spełnisz ich żądań;
– wiele ci obiecują, czasem zawodzą, ale spełnienie tych obietnic jest zależne od ich stanu zdrowia w danym momencie, nie można ich za to obwiniać
– akceptują cię, kiedy im ulegasz, a odrzucają, kiedy nie chcesz ulec
Przebywając z osobą, która cierpi z powodu BPD można czuć się manipulowanym, natomiast nie można mówić o zamierzonym wpływie. Osoby cierpiące z powodu impulsywności, skrajnie silnych emocji, ogromnych trudności w relacjach wynikających z paraliżującego lęku przez porzuceniem nie planują swoich zachowań. To jest zasadnicza różnica.
Duża część z nich zdaje sobie sprawę z tego, że ich zachowania mogą być męczące. Na przykład wiedzą, że swoim zachowaniem odstraszają potencjalnych, lub aktualnych partnerów, a mimo to nie potrafią nad tym zapanować. Manipulowanie zakłada korzyści manipulatora. Tutaj trudno mówić o korzyściach, bo w większości przypadków osoby tracą relacje przez te zachowania.
W dodatku od małego słyszą, że "gdyby tylko chcieli, bardziej się postarali, to przecież nic trudnego. Wystarczy wziąć się w garść, zacząć myśleć pozytywnie, albo nie myśleć, no po prostu się opanować". Z czasem zaczynają w to wierzyć. I dochodzą do wniosku że:
Są źli – gdzieś wewnątrz nie chcą się widocznie zmienić- przecież wszyscy naokoło powtarzają, że to takie proste.
Są leniwi, powinni jakoś bardziej się postarać i wtedy by się udało.
Są gorsi od wszystkich naokoło, bo najwyraźniej wszyscy potrafią kontrolować emocje, rozwiązywać problemy, panować nad swoim zachowaniem.
Ich poczucie wartości stale się obniża, tracą nadzieję i siłę do zmiany.
Jeśli nie widzi innego wyjścia z sytuacji w tym momencie- jest w skrajnej rozpaczy. Nie pamięta chwil, kiedy było lepiej, nie wierzy, że ból kiedyś minie. (Faktycznie może się skrzywdzić w tej sytuacji).
Często wybucha złością z błahego powodu, a za chwilę szczerze przeprasza i jest jej/jemu bardzo przykro.
Za chwilę większość stwierdzi, że to, że osoba nie robi tego celowo, jest małym pocieszeniem i wytłumaczeniem, kiedy np. zdarza jej się coraz częściej łamać zasady w domu/pracy itp.
Prawdopodobnie taka osoba chodzi regularnie na terapię, chce się zmienić, ciężko pracuje nad sobą, jak ja...
W relacjach z taką osobą, przede wszystkim nie bierz tego co mówi do siebie, pamiętaj, że ta osoba jest chora, nie robi tego, by cię zranić.
I najważniejsze! Nagradzaj osobę za dobre zachowania, a ignoruj te, które chcesz, żeby zniknęły!!!!!!
 

 
Miałam nie pisać przez jakiś czas... ale napiszę... krótko. Nic się od wczoraj nie zmieniło. Jedynie z jednym małym szczegółem, a dokładniej wyglądem lewej ręki...
 

 
Załamałam się. Chodzi o schronisko.
Od dziś nie odbieram telefonów od nikogo, ani nie wchodzę na fejsa. Tu też będę sporadycznie.
Nie będę się wiecznie wkurwiać i wpadać w złe stany przexz jakichś.... szkoda gadać !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Z wolontariatu na razie chwilowo zrezygnowałam, bo uczę go zostawac samemu w domu.
Tofik znajdzie dom to pomyślę.
A teraz siedzę sobie z Tofciem (moim chwilowo nowym psem ze schroniska (szukam mu domu) - nie rozwijam szczegółów bo mi sie nie chce) i piję sobie zimnego desperadosika z lodem. Tak, zrezygnowałam z picia, ale się k** nie da
Najbliższe dni poświęcę na fajne podróże z Tofciem zresztą dzisiejszy dzień był wycieczkowy
Park, schronisko, pizzeria i kolejny park i plac zabaw ♥ świetnie spędzone godziny z adoptowanym od nas psiakiem Barym z Olkusza przyjechał specjalnie do mnie żeby poprawić mi humor ♥ udało mu się ♥
I piosenka skierowana do osób... same się skapną
 

 
WPIS PISANY WCZORAJ, NIE CHCIAŁ SIĘ DODAĆ...
Po tym jak przyjaciele napisali pod moim yyyy brzmiącym poście "Albo mnie zaakceptujecie taką jaką jestem, albo do widzenia.
Aufwiedersehen
Adiós
Goodbye! "
na fb pojawiło się milion komentarzy żebym nie odchodziła, że jestem wspaniałą osobą, że psiaki nie dadzą sobie beze mnie rady itp. postanowiłam...... że..... ZOSTAJĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! NIE ODCHODZĘ ZE SCHRONISKA!!! PRZEKONALIŚCIE MNIE!!!!!!!!! OGROMNE DZIĘKI ♥ ♥ ♥ Nie wyobrażam sobie życia bez schroniska!
Wklejam te super, motywujące komentarze
A tak w ogóle to spędziłam cuuuudownie dzień z antyterrorystą nad wodą ♥♥♥♥♥♥
Pływaliśmy na (chyba ) kajaku, opalałam się, pluskałam w wodzie ♥
na koniec podrzucił mnie do domu !! ♥♥♥♥
A jutro... jeszcze bardziej wspaniały dzień!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ♥♥♥♥♥♥ Szczegóły wieczorem
 

 
Trochę mi przeszło. Tzn na razie nie odejdę ze schroniska. Za dużo osób mi napisało pozytywne myśli na mój temat oraz to, że psiaki nie dadzą sobie beze mnie rady. Przyjaciele mnie przekonali. Mam gdzieś osoby, które są przeciwko mnie. Dziś jadę do schroniska. Z przyjaciółką. Wejdę na teren schroniska z uśmiechem, a jak zobaczę pewnego pracownika to już w ogóle udam rozbawioną Wezmę na spacer Tofcia ♥ zabieram swoje domowe sunie, bo straszne nuuudy w domu. Przynajmniej się pobawią. Od rana tak siedzę nic nie robiąc, no, rano byłam u lekarza. Przyznałam się do samookaleczenia. Nawet z psami jeszcze dziś nie byłam, a już jakąś godzinę temu powinnyśmy pójść. Skończę pisać i się z nimi przejdę.
Naszły mnie dziś "dziwne"? przemyślenia...
Mianowicie przestało mi się podobać to, że żyję tylko dzięki lekom. Że bez nich by mnie tu nie było. Że mam ich tyle... sami zobaczcie.. (to na 2 dni)
Łykając tabletki wracają myśli do dnia z 7/8.12.2015... kiedy to popełniałam próbę samobójczą (tabletki + alkohol)... Nie umiem już ich łykać... Nie mam nawet ochoty ich szykować do organizera... Ale muszę, bo chcę (normalnie) żyć!!
Mam nadzieję, że piątkowy plan wypali i zacznę na nowo cieszyć się życiem. Jednak to nie ode mnie zależy... OBY SIĘ UDAŁO Bo wpadnę wtedy w kompletną deprechę : (
Bardzo mi na tym zależy. Bardziej niż na wolontariacie w schronisku. Dobra muszę zacząć myśleć pozytywnie...
Idę z psami na spacer póki nie pada.
 

 
Chyba odchodzę ze schroniska. Muszę się poważnie zastanowić. Nie daje mi już motywacji do życia. Czyli już nic mi jej nie daje. Nie potrafię wszystkiego sama robić, kiedy większość ma wszystko gdzieś. Ani pracować z osobami, które mnie nie na widzą i na każdym kroku to okazują. To wszystko utrudnia.
Psiaki poradzą sobie beze mnie. Mam nadzieję. Jest tyle wolontariuszy... za chwilę kolejny nabór. Czas na nich. Ja już w życiu zrobiłam tyle dobrego, znalazłam tylu psom domy, pomagałam potrzebującym ludziom i nie tylko. Zrobiłam w ciągu kilka lat więcej niż niektórzy przez całe swoje życie.
Na dniach pewnie napiszę do schroniska oficjalne pożegnanie i swoją decyzję. I spróbuję sobie dać radę bez tego, dla czego żyłam. Co mnie zawsze ratowało.
Mam wielką nadzieję, że nie będę się musiała zgłosić do szpitala. Bo sobie coś obiecałam i nie tylko sobie. Nie martwcie się, nic sobie nie zrobię.
  • awatar Gość: Marta, nie umiem sobie wyobrazić schroniska bez Ciebie. Wiem, że jest Ci trudno, ale już tyle czasu dawałaś radę. Jesteś świetną wolontariuszką i po prostu dobrą osobą, a takich jest na tym świecie coraz mniej, więc nie pozwól, żeby zabrakło Cię w schronisku. Nawet, jeśli ktoś Ci mówi, że robisz coś źle, to pamiętaj, że nikt nie jest idealny i możesz robić różne rzeczy nie tak, ale Ty w większości robisz je dobrze. Trzymaj się i nie rezygnuj :D
  • awatar ~mama.podwójna~: mnie jest ciężko wyobraźić sobie to , że Ciebie tam nie będzie :( przemyśl to jeszcze, te zwierzaki Cię potrzebują!
  • awatar wolontariuszkamarta: @gość: popelnilam blad.nie ze znalazlam psu dom
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Jak mówiłam tak zrobiłam. Wyszłam z domu koło 20, wróciłam o 5 nad ranem. Siedziałabym dłużej, ale pomimo bluzki, 3 bluz i kurtki zamarzałam. Pojechałyśmy z przyjaciółką nad ranem pierwszym autobusem do domu.
A wcześniej? Hmmm najpierw pojechaliśmy po alkohol a potem pojechaliśmy w nasze zaufane miejsce. Zero przypału. Byliśmy chyba w 7, jak nie 8 osób z czego kilka osob nie piło, w tym ja. Miałam tak bardzo we wszystko wyjebane, jednak towarzystwo przyjaciol wystarczylo na tyle, zebym sie chociaz troche uspokoiła.
W połowie imprezy, przez sytuację ze schroniskiem byłam tak załamana, tak pod wpływem stresu i smutku.... że podobno zemdlałam im 2 razy na kilkanaście sekund. Szczerze nie pamietam. Ale tak mam jak się stresuję.
Od czasu wypadku przy większym stresie mdleję lub słabnę. A czasem sobie ot tak.
W końcu schronisko to... coś, dzięki czemu żyję. To miejsce jest (a w sumie było) najważniejsze dla mnie, ważniejsze niż rodzina, przyjaciele, szkoła czy moje zwierzaki. Od wczoraj wszystko się zmieniło.
Prawie zrezygnowałam z wolontariatu, ale wyrwali mi telefon z ręki i nie wyslalam ostatecznie wiadomości do schroniska.
A szkoda, wysłałabym tą wiadomość. Ale nic straconego, zrobię to zaraz ;-)
Już na forum schroniska napisałam, że na razie mnie nie będzie, żeby zajęli się moimi psiakami. Może mi kiedyś przejdzie. A jak nie to będę tylko na akcje jeździć, najwyżej. Albo znajdę sobie lepsze zajęcie, wtedy zobaczymy jak schronisko sobie poradzi bez Cicho. Wystarczało, że trafiałam do szpitali, a już wszystko leżało. I to nie moje zdanie, a innych osób. Jak za parę dni uda mi się zrobić to, co planuję, to bede miala podkladke do tego, zeby przestac (chociazby na jakis czas) jeździć do schroniska :-) :-)
A, jeszcze coś... wczoraj przed wyjściem na dwór się pociełam, lekko, żebym tylko ja to widziała. Wyryłam sobie napis "Pomocy" w języku angielskim. Pomogło mi. Na chwilę. Bo nie leciała krew, dlatego. To widok krwi mnie uspokaja. Na dłużej. Ale nie chcę mieć już więcej blizn. Chociaż pewnie jeszcze nie jedna się pojawi w moim życiu... wrzucam fotki i idę z powrotem spać. Chcę już 17.05... może spełni się moje marzenie? Oby :-)
 

 
No i musiałam połknąć "magiczne tabletki" na z eliminowanie myśli samobójczych. To było silniejsze ode mnie. Podobno działają natychmiastowo. Zobaczymy. Wychodzę z domu, nie wiem o której wrócę.
 

 
Nie pisałam tego wczoraj, bo nie chciałam się bardziej dobijać. Z moją pamięcią jest z dnia na dzień coraz gorzej
Zastanawiam się, czy kiedykolwiek wróci moja dobra, niezawodna pamięć??? Będę się w stanie coś nauczyć, zapamiętać?
Wczorajsza wizyta u psychologa. Na wyjściu dostałam termin kolejnego spotkania wraz z godziną. Minęła minuta. Podchodzę do mamy, mówię jak było, po czym 2 minuty później pyta mnie o termin następnego spotkania.. Byłam święcie przekonana, że nic na ten temat psycholog nie mówił!!! Na prawdę!! Nagle Pani w recepcji mówi, że następne spotkanie za tydzień, pyta mnie " czy o tej samej godzinie co dzisiaj?"
a mi nagle przypomniał się urywek rozmowy "o tej samej godzinie" czyli 14.
Jestem załamana
Kolejny przykład. Dziś. Schronisko. Przychodzę jak zawsze, witam się z pracownikami po czym mówię że idę wyprowadzić kilka psiaków. Nikt się nie odzywa, o nic nie pyta, zresztą mnie nikt nigdy o nic nie pytał, bo dobrze wszyscy wiedzą, że jak już przyjeżdżam to wyprowadzam swoje i nie tylko psiaki. Zabieram, a potem grzecznie wracają do boksu. I nic się nigdy nie stało, to znaczy od kiedy jestem w schronisku, czyli od 4 lat...
No więc wyprowadziłam dziś Hacziko, Tofika i sunię z jego boksu, Norę, a na koniec pomogłam ludziom, którzy chodzili i oglądali psiaki. Szukając psa dla siebie. Średniego, tak do 5 lat, do domu z ogrodem, w domu sunia. Poleciłam Lokiego, Rico i Argana, a w sumie oni sami przeczytali opis i stwierdzili, że też taki urokliwy.
Ostatecznie zakochali się w Lokim, więc wyciągnęłam go z boksu, poszliśmy na wybieg i zadecydowali że go jeszcze dziś zabierają. Powiedziałam o konieczności wizyty przedadopcyjnej w przypadku gdzie w domu jest drugi psiak. No więc poszłam szukać pracownika, żeby powiedzieć, że zaraz będziemy, ale go nie znalazłam i nagle, w sekundzie zapomniałam co miałam zrobić i pojechaliśmy na chwilę do domu. Psiaki się zakumplowały, więc Loki został, a z Panem przyjechaliśmy podpisać umowę (tymczas albo umowę stałą). Został oficjalnie adoptowany! Potem Pan podrzucił mnie do domu i wrócił do psiaków. Po chwili dostałam zdjęcie całujących się Lokiego i suni ♥
Wchodzę do domu, dzwoni jakiś nieznany numer, myślę jakaś adopcja, no to się pomyliłam... odbieram i słyszę nieznany głos. To Pani Prezes schroniska.
Dostałam opiernicz za to, co zrobiłam (szkoda, że robi tak jeszcze wiele innych wolontariuszy) oraz usłyszałam, że będzie gadać na ten temat z kierownikiem, że poniosę tego konsekwencje. Szczerze? Jest mi doskonale wszystko jedno. Mogą mnie nawet wyrzucić z wolontariatu. Przynajmniej spełni się moje.... marzenie? Nie, nie marzę o odejściu z wolontariatu, ale wiem co wtedy zrobię.
No i znów wróciły myśli samobójcze, żeby się okaleczyć. Najchętniej poszłabym się nawalić. I o wszystkim zapomnieć. I prawdopodobnie tak zrobię.
 

 
Cześć! Zaś prawie 2 tygodnie nie pisałam...
W sumie praktycznie od czasu wypadku... od tego czasu pisałam sobie w pamiętniku, więc tu mi się już nie chaiło...
Od dnia wypadku czuję się.... znów kiepsko. Wszędzie widzę wypadki i śmierć. Boję się samochodów, autobusów itp. Ogólnie jazdy. A jak pada deszcz (jak tego pechowego dnia) - nie wsiądę do auta z nikim. Absolutnie. Czuję, że za chwilę się gdzieś rozbijemy i już na prawdę stąd odejdziemy Jestem przecież na lekach przeciwlękowych... ale to jest silniejsze nic nie pomagają : (
Ostatnie dni spędzam w towarzystwie przyjaciół. Łazimy po mieście od południa do nocy.
Właśnie wróciłam do domu. Humor ok, mimo, że nie piłam alkoholu! Rzuciłam to jakiś czas temu. Był taki czas (między gimnazjum, a liceum) kiedy w stanach depresyjnych piłam codziennie, teraz już nie. Nie żeby się gdzieś upijać w jakichś klubach, ale sama sobie szłam do sklepu, kupowałam kilka piw, albo czasem jedno i piłam sobie samotnie w parku.
Alkohol to chwilowe rozwiązanie, problemów nie zabiera... a tylko je powiększa!
Co z dziś... byłam u psychologa. Było fajnie! Obawiałam się, kiedy dowiedziałam się, że moim psychoterapeutą będzie mężczyzna, ale było ok. Kiedy na 100 % wiem, że dana osoba mnie nie skrzywdzi, strach mija. Wracając do wszystkiego, co się działo w ostatnich latach (ciągłe porażki, myśli i próby samobójcze, okaleczenia itp) strasznie posmutniałam. Ale musiałam to powiedzieć wszystko. Przecież nikt mi nie pomoże jeśli o wszystkim nie powiem. Na szczęście spotkania terapeutyczne nie trwają 5 godzin, tylko godzinę. Tyle jestem w stanie znieść, opowiadając o tych wszystkich smutnych sprawach...
No ale było ok, p. Psycholog zrobił wywiad ze mną (1 z 3), wziął ode mnie mój pamiętnik oraz poprosił o link do bloga Oczywiście podałam, nie ma co ukrywać To jedyne miejsce, gdzie od 2 lat jestem całkowicie szczera! Fajnie, że chce mnie lepiej poznać, tego co tam piszę nie jestem w stanie opowiedzieć w ciągu godziny. Nawet gdyby spotkania trwały kilka godzin, i tak bym nawet połowy nie opowiedziała. Do niektórych stanów i historii nie potrafię wrócić. Sprawia mi to za dużo bólu. Wiem doskonale (i chce na nią bardzo uczęszczać!) że psychoterapia polega na rozmawianiu o problemach, myślę, że dam radę.
Zawarliśmy dziś umowę, że jeśli najdą mnie zbyt silne myśli samobójcze i zacznę myśleć poważnie o śmierci (zacznę np. planować próbę samobójczą) mam się od razu zgłaszać na SOR. Że nie podejmę już żadnej próby samobójczej. Obiecałam, a ja zawsze dotrzymuję tajemnic. Co do samookaleczeń nie wiem jak będzie. Chyba lepiej (przynajmniej według mnie) jak się lekko potnę i mi przejdzie kiepski stan, niż żeby za każdym razem zgłaszać się do szpitala??
Przecież ja wtedy nigdy nie ukończę psychoterapii i nigdy nie zacznę normalnie żyć!!
Wracając do dnia dzisiejszego to pojeździłam trochę z mamą po sklepach, byłam na lodach ♥ tak dawno nie jadłam lodów, a kiedyś jadłam codziennie... i wieczorem wyszłam na dwór. Znajomi kupili sobie alkohol i papierosy, ja owocowy sok, a raczej lodową Grappę I też było super Za chwilę kładę się spać, bo rano trzeba wstać do schroniska. Wyprowadzić kilka psiaków na spacer. Jakoś nie mam w sobie tej energii co zawsze... dziwne... nie byłam w schronisku z tydzień, a jeszcze do niedawna obowiązkowo bywałam codziennie, czy mi się chciało czy nie... Nie mam siły już dziś nic więcej napisać : (
DOBRANOC...
PS.! DOLAR MA DOM! ZNALAZŁAM MU NAJWSPANIALSZY NA ŚWIECIE! ♥ ♥ ♥
 

 
Najwspanialsze zdjęcia z dziś ♥
Dolar szuka domu!!! Pilnie! Pomocy! Śląsk!

SZUKASZ PSA IDEALNEGO?
-> młodego, średniej wielkości? Jednak bardzo opanowanego i ułożonego jak na swój wiek?
-> łagodnego (a nawet można powiedzieć) lgnącego do ludzi [jednak nie narzucającego] i do dzieci (w każdym wieku) oraz do wszystkich psów? Dla Dolara (numer schroniskowy 194/17) nie ma znaczenia czy to pies, czy sunia, każdego zachęca do zabawy. Nie ma w nim cienia agresji.
-> akceptującego w 100 % zwierzęta (i te w klatkach, i te biegające po domu)?
Sprawdzony na domowych szczurach biegających po trawie.
Stosunek Dolara do kotów nieznany, ale w schronisku nie wykazuje nimi żadnego zainteresowania nawet gdy kot przebiegnie mu przed nosem : )
-> psa, który nie niszczy, nie załatwia się w domu, jest grzeczny podczas nieobecności właściciela? I cierpliwie na niego czeka? (wiemy od poprzedniego opiekuna)
-> jeżdżącego pięknie wszystkimi środkami transportu (auto, tramwaj, autobus)?
Psiak podczas podróży grzecznie siedzi lub leży obok opiekuna.
(Nie lubi tylko mieć na pyszczku kagańca, ale nauczymy się tego, bo coraz częściej się wozimy na spacerki)
Najlepiej mu się jeździ z przodu na kolanach : )
-> znającego wiele komend? Dolarek jest bardzo inteligenty, i szybko nauczył się komend :
łapa, druga łapa, piątka, połóż się, zawołania do mnie (od razu przybiega),daj buzi, oddaj (piłkę itp) i czasem wychodzi mu żółwik.
Na pewno w krótkim czasie nauczy się jeszcze wielu.
-> nie broniącego swoich zasobów? (zabawki, jedzenie)
-> lubiącego wodę i szaleństwa w piasku?
Dolar będzie idealnym psem jako towarzysz długich i tych krótkich wypadów w góry, nad wodę itp. Nie ciągnie na smyczy.
-> pięknie aportującego piłki? Innych zabawek i patyków nie chce jeszcze przynosić, wszystko przed nami ; )
-> psa stworzonego do głaskania, pieszczenia i 'przytulania'?
Dolar potrafi się nawet uśmiechać! Na prawdę! Uśmiech nie schodzi mu z pyska kiedy tylko opuści mury schroniska!
Tak, taki właśnie jest nasz Dolarek. Jego historia jest smutna i przy każdym jej czytaniu zawsze tak samo wzruszająca. Od razu pojawia się pytanie co taki wyjątkowy pies robi w schronisku? Dlaczego jeszcze nie znalazł jeszcze tego jedynego, wyjątkowego domu?
Wszystko zaczęło się 2 lata temu. Pewien pan przyjechał do schroniska i adoptował dwa psiaki (2-miesięcznego Dolarka i kilkuletnią suczkę Norę)
Psiaki były u nich 2 lata, po czym właściciele stwierdzili, że nie mogą się nimi dalej zajmować i oddali je do schroniska bez większego powodu : (
Bardzo to oba przeżyły. Dolar w schroniskowym boksie jest smutny, ciągle wygląda w okienku boksu, licząc, że ktoś go wypatrzy a ze względu na swoją 'tradycyjną' maść jest w schronisku praktycznie niezauważalny. Bo przecież najwięcej ludzi szuka psiaka młodego, najlepiej żeby był też mały i rasowy.
Dolarek w boksie siedzi zazwyczaj w kącie, w budzie.
-> Prosi swoimi smutnymi oczami o dom, którego nie mogę mu dać (przynajmniej stałego) więc zabieram go wtedy na spacer, tyle mogę mu dać. Jednak to za mało. Ból przy każdym oddawaniu go do boksu jest coraz to większy. Taki sam po 30 minutowym spacerze jak i po takim całodniowym, podczas którego przeżywa dużo emocji wiedząc, że za chwilę i tak tam wróci....
Psiak może zamieszkać zarówno w bloku jak i w prywatnym domu. Nie wykazuje tendencji do ucieczek.
To typowo domowy psiak spragniony miłości, który najchętniej wskoczył by na łóżko i z niego nie schodził.
Dolar jest zaszczepiony, odrobaczony, zachipowany i wykastrowany.
Tak więc czego mu brakuje, żeby ktoś go w końcu na prawdę pokochał??
Warunkiem adopcji jest zgoda na przeprowadzenie wizyty przed-adopcyjnej, po-adopcyjnej oraz podpisanie umowy adopcyjnej.
Przy adopcji należy posiadać przy sobie dowód, opłatę schroniskową (50 zł) oraz własną smycz i obrożę.

Nie pozwólmy mu spędzić młodzieńczych lat w schronisku!
Kontakt w sprawie adopcji :
Justyna 600-918-128